UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Image

Filozofię przypadku rozpoczyna Lem od refleksji nad teorią literatury, sierdzi się na uczonych profesorów, aby stworzyć w końcu taką koncepcję dzieła, która okaże się zapowiedzią nowych kierunków w literaturoznawstwie. Ale — jak to bywa w jego esejach — wywód rozrasta mu się w „ogólną teorię wszystkiego" i staje się w końcu apologią przypadku jako uniwersalnego czynnika, który pozwala rozumieć mechanizmy wszelkiego typu ewolucji, decyduje o tym, jacy jesteśmy, jaki jest kosmos, jaki świat istot żywych, i wreszcie — jaka kultura, w której wzrastamy.

Image

Strukturalizm przyniósł teorii literatury i krytyce więcej szkody niż pożytku i nie był wcale płodny w rezultatach. Od strukturalizmu niczego więcej nie dowiedzieliśmy się ponad to, co już wcześniej wiedzieliśmy doskonale. Strukturalizm stworzył nową nomenklaturę i bogatą kategorializację, ale bardzo mało z tego wynikało. A najbardziej raziła mnie jego aksjologiczna neutralność.

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

    W mojej Summie technologicznej zwróciłem uwagę na utrudnienie startu dzieł, wywołane wzrostem ich liczebności. Do indeterminizmu decyzyjnego znawców dołącza się bowiem — przy wielkiej podaży utworów — ograniczenie trywialne, wywołane wyczerpaniem „przepustowej pojemności” krytyki. Nikt nie jest już dziś w stanie czytać wszystkiego, co ukazuje się na rynku księgarskim. Ułatwia znawcom życie zabieg klasyfikacji wstępnej, dokonywany przez wydawców. Klasyfikacja ta sprzyja powstawaniu zamkniętych gett gatunkowych, przy czym o przynależności dzieła do określonego gatunku decyduje często temat. Gdyby metodę tę zastosować do wszystkich dzieł, mielibyśmy Mickiewicza i Goethego rozparcelowanych odpowiednio na półki z napisami orientacyjnymi: „Awantury w domach jednorodzinnych”, „Sabotaż i dywersja na Litwie starożytnej”, „Uwiedzenia przy pomocy diabłów”, a Słowacki figurowałby częściowo pod osteologią protetyczną (Złota Czaszka), częściowo zaś w dziale „Epidemie, klęski, zarazy na pustyni”.

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

    Zaglądając do spisu treści Filozofii przypadku, możemy odnieść wrażenie, że temat jej jest wyraźnie określony, a jest nim po prostu teoria dzieła literackiego na tle teorii kultury. I tak na pozór jest. Dopiero wgłębienie się w ten potężny objętościowo esej ujawnia w nim ambicje sięgające — jak zawsze u Lema — ujęcia w system Całości Bytu. Literatura jest bowiem przypadkiem szczególnym ludzkiej twórczości uwikłanej, biorąc szerzej, w procesy komunikacji społecznej, ta ostatnia jest krwiobiegiem kultury, kultura znów i jej procesy wzrostu — dadzą się porównać do zjawisk zachodzących na terenie biologii i genetyki, a nawet więcej: można powiedzieć, że jest ona nad nimi nadbudowana jako system pomocniczy, przyspieszający ewolucyjne przemiany, biologia i genetyka zaś odsyłają nas do ogólnych prawidłowości rządzących światem fizycznym i jego z kolei rozwojem. Ruchowi myśli od szczegółu do ujęć generalizujących towarzyszy szczególna strategia argumentacji: autor Filozofii przypadku, pisząc o zjawiskach językowych czy literackich, odsyła bez przerwy do materiału przykładów i modeli branych ze świata fizyki czy biologii, niejako mimochodem dowodząc, że światy te rządzą się analogicznymi regułami. Nie ma tedy u Lema zjawisk doskonale izolowanych — wszystkie podlegają podobnym prawidłom, tworząc system wzajemnych odniesień i uzależnień. „Ogólną teorię wszystkiego” można więc zacząć w dowolnym punkcie uniwersum — czy będzie to poetyka dramatów Kleista czy przewód pokarmowy rozwielitki — punktem dojścia pozostanie zawsze Całość Bytu.