UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

okładka

Spinając w jeden tom Wejście na orbitę i Okamgnienie, redaktorzy Dzieł Lema dokonali osobliwego eksperymentu: połączyli felietonistykę pisarza z lat pięćdziesiątych z ostatnią spośród napisanych przezeń książek eseistycznych, która ukazała się w roku 2000. Można powiedzieć, że stało się tak po prostu dlatego, że obie pozycje zostały przez dotychczasowych edytorów dzieł Lema zapoznane czy zapomniane, co je skazało na przypadkowe sąsiedztwo. Ale – jak to się czasem zdarza w takich wypadkach – ślepy na pozór traf urodził ciekawą książkę. Lem publicystyką parał się niemal od zawsze, przy czym tematyka jego felietonów czy esejów oscylowała pomiędzy zadaniami statecznej popularyzacji wiedzy, refleksją nad literaturą, sztuką i obyczajami oraz komentarzami do wydarzeń aktualnych. Pod tym względem niewiele się w kształcie jego tekstów zmienia i Lema z końca lat stalinowskich łączą solidne więzy z Lemem przełomu tysiącleci, mimo że w międzyczasie tak wiele wokół niego się zmieniło. A jednak Wejście na orbitę dzieli bardzo wiele od Okamgnienia, mało tego: w samym tym wczesnym zbiorze tekstów widoczna jest znacząca ewolucja, w której odbijają się przemiany polityczne.

Tatry zimą – suplement

P.T. Autorom oraz Wydawnictwu podręcznika pt. „Tatry zimą” gorąco zalecam dołączenie do ustępu traktującego o Kasprowym Wierchu oraz urokach i korzyściach zjazdu z takowego – następującego suplemencika dla początkujących narciarzy:

Na Kasprowy można się dostać w sezonie zimowym za pomocą dowolnie obranego sposobu – jak niżej.

  1. Na wytrzymałość. Należy zjawić się po miejscówkę przed kasą kolejki w Kuźnicach przed szóstą rano. Jeżeli zapowiada się pogoda – przed piątą. Mieszkającym w schroniskach na Kalatówkach i na Hali Gąsienicowej zaleca się wstać o czwartej i bez golenia i mycia zjechać po ciemku do Kuźnic. Przestrzega się przed potworami Kasprowego, które przesypiają noc do czwartej w dyżurce kolejki, oraz przed samozwańczym „czynnikiem społecznym”, który rozdziela numerki pisane ręcznie na kartkach papieru. Należy starać się o numerki do ogonka metalowe, które rozdziela pracownik kolejki około siódmej, tj. na jedną zaledwie godzinę przed otwarciem kasy. Obudziwszy się po szóstej, można spokojnie obrócić się na drugi bok i spać dalej, gdyż miejscówki się w tym dniu wyżej podaną metodą nie dostanie.
  2. Na ciało zbiorowe. Ciała zbiorowe, jako to delegacje, wycieczki etc., otrzymują miejscówki w przedsprzedaży, na listy. Wjechać tak jest bardzo łatwo, ale tylko razem z całym ciałem. Z doświadczeń historycznych atoli wiadomo, iż ciała zbiorowe, choć składają się zawsze z jednostek, często wyrażają odmienne od tych jednostek pragnienia. Dylemat ten utrudnia wjeżdżanie tą metodą wtedy, gdy się ma na to największą ochotę. Ponadto ciała zbiorowe, jako twory wielkie, wjeżdżają rzadko.

Wejście na orbitę jest wyborem publikowanych w prasie felietonów i esejów, które ukazały się w formie książkowej w 1962 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego. Do niniejszego wydania został dołączony esej Okamgnienie, opublikowany w tej samej oficynie w roku 2000.