UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

1 1 1 1 1 Rating 4.75 (24 Votes)

Fascynująca korespondencja dwóch luminarzy polskiej literatury, Stanisława Lema ze Sławomirem Mrozkiem, dokumentuje wieloletnią przyjaźń pisarzy, zdradza kulisy powstawania ich najważniejszych utworów, jest wreszcie "dokumentem epoki w całym jej nieposkładaniu: wielkość towarzyszy tu głupstwu, intelektualna błyskotliwość – absurdom codzienności, osobiste wyznania – nieuniknionym przemilczeniom, którym patronują czujnie służby specjalne". (ze wstępu prof. Jerzego Jarzębskiego)

Kraków 2011

Wydawca: Wydawnictwo Literackie
ISBN 83-08-03343-1
stron: 715
cena: 59,90 PLN

 

1 1 1 1 1 Rating 5.00 (17 Votes)

Kraków, 4 czerwca 1966


Wstęp (objaśnienie).

List niniejszy został napisany przez St. Lema do Wybranego Grona Osób, będących jego Przyjaciółmi. Przedstawia on koleje losu podczas Wyprawy Automobilowej po Słonce Południa, a wyprodukowany został przy użyciu Najlepszych surowców Krajowych, i składa się z dwu części. Niniejsza, Pierwsza, jest skierowana do Wszystkich Drogich Przyjaciół, a to, by umożliwić Im duchowe obcowania ze St. Lemem jako Podróżnikem, a zarazem, aby Temu Ostatniemu zaoszczędzić Niewymownego Trudu pisania tego samego wiele razy pod rząd. Do każdej Części Pierwszej należy zindywidualizowana Część Druga. Rola odbiorcy oraz czynności, jakich powinien w trakcie lektury dokonać, przedstawione są w następującej po Objaśnieniu Instrukcji.

Instrukcja.
List należy czytać zwyczajnie, z wyrazów w nawiasach pozostawiać tylko ten, który dotyczy Danego Drogiego odbiorcy. Resztę wyrazów należy skreślić.

Treść Właściwa.

Drogi (Andrzejku, Janku, Jurku, Leszku, Sławku)!!!

Z pomocą (Boga, Przypadku, Materializmu Dialektycznego) udało się mnie i mej małżonce przejechać 4 i pół tys. kilometrów autem, na trasie Kraków-Budapeszt-Belgrad-Zagrzeb-Rijeka-Split-Dubrownik-Ulcinj do granicy albańskiej i z powrotem przez Łublanę i grotę w Postojnej. Przez cały czas było zimno, bardzo zimno, chłodno, lub upalnie, ale tylko przed burzami. W poszukiwaniu słońca i Ciepła toczyliśmy się z szaloną szybkością na południe, przeżywając wiele smutnych i rozkosznych chwil. Jugosławia, jak się okazało, znajduje się obecnie pod okupacją niemiecką. Także Szwedzi, Anglicy i inni Francuzi, nie znający języka niemieckiego, porozumieć się z kelnerem, recepcjonistą hotelowym, pracownikiem stacji benzynowej, nie mogą, takowi bowiem władają wyłącznie niemieckim. W najmniejszej nawet miejscowości jugosłowiańskiej zawsze widzi się pomnik partyzanta lub bojownika ostatniej wojny oraz tablice pamiątkowe z wyliczeniem rozstrzelanych przez Niemców, niestety, napisy są tylko w językach miejscowych, a także nie jest podane dokładnie, pod jakim adresem pomnikowi partyzanci rzucają trzymane w ręku granaty, względnie do kogo strzelają ze swoich pepesz. Dzięki temu nic nie zakłóca pobytu turysty niemiecko-dewizowego. Wysiłki nasze, aby znaleźć miejsce, w którym otoczenie NIE rozmawia po niemiecku, żadnego rezultatu nie dały. W ogrodzie botanicznym w Trsteno, na Wielkiej Plaży o 9 km od granicy albańskiej, w pieczarach pod stalaktytami w Postojnej, w Lublanie, w ruinach twierdzy Frankopanów pod Szibenikiem, pod wodą adriatycką, jako też na pokładać szalup, statków i promów mowa niemiecka rozlega się dominując nad wszystkimi innymi. Czują się też Niemcy wszędzie jak u siebie w domu, rechocząc, wrzeszcząc, śpiewając, rycząc, fotografując, malutkie zaś, bose i biedne dziatki na samym południu, które stoją przy drodze, wołają do pieszego lub zmotoryzowanego turysty "Guten Tag" gdyż w malutkich ich umysłach utożsamił się Turysta z Niemcem. Oprócz mimowolnego poznawania, w trakcie 34-dniowej podróży, obyczajów i nawyków Narodu Niemieckiego, z rzadka stykaliśmy się też z ludźmi miejscowymi. Dalmacja jest piękniejsza krajobrazowo od wybrzeży włoskich, które znam, i lepiej też się tam jedzie, bo byliśmy poza sezonem, w czasie względnie małego ruchu, a także nowa magistrala brzeżna dla aut jest doskonale prowadzona i wszelkie uszkodzenia jej (za Dubrownikiem po wielkich deszczach obsunęła się znaczna część szosy, spadały też na nią głazy ze skał) są przez całe załogi robocze szybko naprawiane. Wszystkie urządzenia hotelowe i drogowe, ze stacjami benzynowymi, mają standard centralnej Europy, ale dość zjechać w bok, aby się okazało, że już inne panują zwyczaje, że już nie ma nigdzie oleju Shella i że nikt nam z ręki nie wyrywa kluczyka, aby otworzyc bak. Tempo wzrostu hoteli jest wprost przerażające - tam, gdzie 3 lata temu stały jeno urwiska a wiszary, szklą się aluminiowo-marmurowe pałace dla Dewizowców. Rodacy niestety nie mieszkają w nich, wskutek prohibitywnego działania systemu Cen, i jedynie słychać czasem, jak żują łopian i łopuch w przydrożnych rowach. Są też oni, niestety, równie zaaferowani, rozbiegani, spoceni i niedomyci, jak przeciętny rodak w kraju twardo-dewizowym. Nie jest prawdą, jakoby w maju panowała w Jugosławii pogoda, ani, jakoby można się było w Adriatyku kąpać z przyjemnością. Czyniłem to z obowiązku, dając przykład męstwa cywilnego Barbarze, a wieczorami łykając profilaktycznie aspirynę.