UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna

Image

Summa technologiae to esej-matka większości napisanych później przez Lema książek eseistycznych. Powstała w czasach, kiedy przeważająca część poruszanych tam kwestii — dzisiaj oczywistych — należała do sfery fantazji. Ambicje tej książki nadal budzą podziw, szczególnie gdy dostrzeżemy, że jest ona próbą ustanowienia świeckiego gmachu poznania, rywalizującego swym uniwersalizmem z Sumą teologiczną św. Tomasza z Akwinu, a ze światową futurologią — umiejętnością przewidywania przyszłych dróg nauki i techniki. Współczesne pokolenie, pasjonujące się rozwojem biotechnologii i informatyki, w Summie Lema znajdzie projekt i proroctwo dzisiejszych sukcesów tych dziedzin.

    Problem, który nas czeka, brzmi: jak stwarzać rzeczywistości dla bytujących w nich istot rozumnych, w żaden sposób nieodróżnialne od normalnej rzeczywistości, ale podległe odmiennym niż ona prawom? Wstępem niejako do tego zadania jest skromniejsze, od którego zaczniemy. Czy można — spytamy — stworzyć rzeczywistość sztuczną, zupełnie do naturalnej podobną, ale nie dającą się niczym od niej odróżnić? Temat pierwszy — to stwarzanie światów; drugi — złudzeń. Ale złudzeń doskonałych. Nie wiem zresztą, czy można je nazwać tylko złudzeniami. Proszę osądzić.

    Gałąź badana zwać się będzie fantomatyką — jest ona przedprożem właściwej inżynierii kreacyjnej. Zaczniemy od eksperymentu, który, zaznaczmy to od razu, do fantomatyki właściwej nie należy.

    Pewien człowiek, siedząc na werandzie, patrzy w ogród i jednocześnie wącha trzymaną w ręku różę. Kolejno utrwalamy (np. zapisujemy na taśmie magnetofonowej lub tp.) serie impulsów, biegnących jego wszystkimi nerwami.

Image

Stała się taka śmieszna rzecz, że w pierwszym wydaniu Summy ostatni rozdział dotyczył losów sztuki w wieku technologicznej eksplozji. Pisałem tam wówczas, w co głęboko wierzyłem, że sama proliferacja utworów we wszystkich dziedzinach literatury, muzyki i plastyki jest czynnikiem niszczącym, gdyż jeśli mamy tysiące Szekspirów, to nikt nie jest Szekspirem. Twierdzenie to spotkało się z surową oceną Leszka Kołakowskiego. Polemizowałem z nim po niemiecku, ale to było już po czternastu latach, gdy w wielu partiach książka ta przestawała być fantastyczna, zwłaszcza we fragmentach dotyczących inżynierii genowej.

    „Spośród książek dyskursywnych zadowolony jestem wyłącznie z Summy technologiae. Nie znaczy to, że nie można jej zmienić, ale że jeśli się nie musi, to nie należy tego czynić. Ona żyje i przetrwała. Filozofię przypadku należałoby w dużym stopniu przepracować, gdyż zupełnie niewłaściwie zostały w niej odważone punkty ciężkości. [...] Jeśli zaś chodzi o Fantastykę i futurologię, jest to morze papieru poświęcone próbom uzdrawiania nieuleczalnie chorego bądź — żeby użyć innego porównania — wyciąganie klinicznego imbecyla z totalnego skretynienia” — powiedział Lem w rozmowach ze Stanisławem Beresiem.