UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna

Obszerny zbiór listów z lat 1972 – 1987, adresowanych do wybitnego amerykańskiego tłumacza i lemologa. Większość listów powstała w latach 70-tych: dla Lema był okres stabilizacji zawodowej i wyśmienita okazja do podsumowań. Stanisław Lem osiąga sukces poza granicami bloku socjalistycznego. Krok po kroku podbija Zachód. Głównym tematem listów pisanych do Michaela Kandla jest właśnie ów sukces. Autor "Solaris" szczegółowo, czasem poważnie, a czasem w zabawny sposób opowiada o swoich zmaganiach z nie do końca uczciwymi wydawcami, czytelnik dopuszczony jest do tajemnic, które wcześniej nie wychodziły na światło dzienne.

Korespondencja z Kandlem to opowieść o sukcesie, o tym, jak nie sprzeniewierzając się intelektualnej rzetelności i artystycznej doskonałości, można coraz wyżej podnosić poprzeczkę, a jednocześnie nie rezygnować z milionów odbiorców, sławy wśród elit i nawet – z pieniędzy, które przychodzą nieco później, ale w ilościach więcej niż zadowalających. Opowieść Lema nie jest jednak radosna: to wszystko dzieje się w jednostkowym życiu, które wypełnione jest chorobami, rozczarowaniami, stopniowym osłabieniem wiary w potrzebę twórczości. Zarazem pojedynczy ludzie i całe społeczeństwa obnażają swe najgorsze cechy, historia wciąż zawodzi oczekiwania, zagadki świata nie znajdują definitywnych rozwiązań, a w miejsce Boga-opiekuna ludzkości, w którego nie sposób uwierzyć, wchodzi pustka daremnie szukająca wypełnienia.
Jerzy Jarzębski

Ocena użytkowników: 4 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka nieaktywna

Nasz świat ma już po prostu inne perspektywy, inne otwarł przestrzenie, niż te, w których mordowali się bohaterowie Kafki. Tamte nie uległy ani trochę unieważnieniu: po prostu garb nasz powiększył się.

Kraków, 4 lipca 1974

Drogi Panie*,

odpowiadam na list Pana z 17.6. Odnoszę wrażenie, że nie mówimy jednak o tym samym. Musiałbym wywalić traktat, żeby własne poglądy uporządkować i ostro wyrazić, na te sprawy: polityki, wiedzy, zła. Curriculum Kafki znamy. Jego ojciec...

A teraz, przeskakując na właściwą płaszczyznę dyskursu: władza może być totalna i mimo to może pozostać siłą czysto względem człowieka zewnętrzną. To przeżyłem w kraju, podczas okupacji; można było zginąć od przypadkowego kaprysu jakiegoś Niemca. Władza totalna, która nie pozostaje zagrożeniem z zewnątrz, to już całkiem inny świat. Władza taka nie może się objawiać po prostu jako fakt istnienia bezwględnej, nagiej przemocy. Musi mieć za sobą jakąś ideę, np. być jakoby wcieleniem Procesu Historycznego. To, jak ona wtedy poprzez rzeczników tej idei działa, już potroszę wyklarowano, ale nie to, jak wpływa na swych przeciwników. Słowa Hamleta, "mógłbym być zamknięty w skorupie orzecha a jednak być panem niezmierzonych przestrzeni", implikujące wolność wewnętrzną, tracą wtedy ważność. To już nie jest partykularyzacja stosunku dominacji i submisji ("Ojciec-dziecko", "nauczyciel-uczniowie"). W jednym tylko utworze Kafki, jak w błyskawicy, otwarł się ten przestwór: w "Kolonii Karnej". O, doprawdy nie trzeba mnie przekonywać, kim był Kafka, i co mu zawdzięczamy. Niemniej, w "Zamku" czy w "Procesie" ludzie mogą być po hamletowsku wewnętrznie wolni. Chociażby na chwilę. Oficer w "Kolonii Karnej" natomiast, ten spokojny, rzeczowy technolog tortury, jest przywidzeniem, które się spełniło. Ale z tego mimo wszystko nie wynika, że poza Kafkę wyjść nie można (Pan poprzednio pisał o tym, że usiłuję wyjść poza Gombrowicza). Przeświadczony, w końcu, o daremności własnej pracy, żądał Kafka zniszczenia wszystkich własnych pism. Jego cała twórczość dopiero przy dołączeniu do niej tego przyśmiertnego rozkazu (którego nie usłuchał Brod) zyskuje pełnię. O Kafce biblioteki napisano. (Czyli zbyt wiele..) Lecz, do czego on nas w końcu podprowadza? Do Tajemnicy. Dopiero w jego ostatnim żądaniu - w tym testamencie samozniszczenia - objawia się jego niezgoda na fakt nietykalności owej Tajemnicy: on ją odtrącił, odtrącajac sam cokolwiek stworzył. To nie był przecież gest kawiarnianego literata! Daremność szturmowania owej Tajemnicy, jako porządku ontologicznego, powiedzmy w Heideggerowskim rozumieniu, nie ulega żadnej wątpliwości.

Ocena użytkowników: 0 / 5

Gwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywnaGwiazdka nieaktywna

Kraków, 24 marca 1972

Drogi Panie, ...Ma Pan rację — oczywiście humor mój jest infernalny. O to właśnie szło, inaczej, myślę, lektura byłaby już nadto odpychająca. Lukier dowcipu osładza pigułkę tylko w momencie jej połykania, potem pozostaje gorycz, której, nie muszę chyba Pana zapewniać o tym, nie wymyśliłem sobie prywatnie, bo pochodzi ona raczej z zewnątrz, tj. ze świata, w jakim żyjemy. Tak: Dostojewski jest może najbliższym mi duchowo pisarzem, chociaż jest to bliskość choroby, nieszczęścia, piekła, zmory i wreszcie widma mogiły, a nie jakaś inna. Cytaty z Dostojewskiego można znaleźć w moich Dialogach chociażby (z Wyznań człowieka z lochu 1 np.). Co się tyczy Pana głodu Absolutu... głód ten znam chyba, ale jestem prywatnie przeświadczony o tym, że nie można go zaspokoić, bo Absolut nie istnieje w postaci do przyjęcia; w pewnym sensie jedyny Absolut, albo jedyny „model” Boga, jaki mogę serio zaakceptować, jest Bogiem oo. Destrukcjanów z 21. podróży Tichego, bo wyznania wiary tam zawarte są, tj. były pisane z najwyższą powagą, na jaką w ogóle mnie stać. W Filozofii przypadku nie brak explicite wyrażonych zastrzeżeń, o czym ta książka NIE JEST, co w niej pominięte, a mianowicie praktycznie w całości — estetyczna problematyka, problematyka przeżycia przedmiotu estetycznego, ponieważ uważam, że jej się metoda moja nie ima, tak że tu nie może być mowy o różnicy zdań między nami — po prostu milczałem świadomie na ten temat, który wydaje mi się niedyskursywny w całości.