UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

1 1 1 1 1 Rating 4.75 (4 Votes)

FILONOUS: Wybornie. Wyobraź sobie, Hylasie, że musisz dziś umrzeć, albowiem znajdujesz się we władzy pewnego tyrana, który postanowił solennie cię uśmiercić, a ma po temu wszystkie możliwości. Czas twej egzekucji wyznaczony został na siódmą rano. O szóstej, to znaczy teraz właśnie, dręczony smutkiem i trwogą, udajesz się na ostatnią przedśmiertną przechadzkę, spotykasz mnie i opowiadasz mi o swym nieszczęściu.

Czy zgadzasz się przyjąć taki wstęp do dysputy o owej wyobrażonej sytuacji, w której ty będziesz skazanym na śmierć, a ja — przyjacielem twym, pragnącym ci pomóc, a zarazem wynalazcą machiny do wskrzeszania z atomów?

HYLAS: Zgadzam się. Mów.

FILONOUS: Biedny Hylasie, masz zginąć, biada, to straszne! Ale prawda, tyś jest przecież materialistą?

HYLAS: Tak.

FILONOUS: To doskonale się składa. Właśniem skonstruował machinę, o której tyleśmy ostatnimi czasy rozprawiali. Kopie, jakie za jej pomocą sporządzam, w niczym nie różnią się od oryginałów. Człowiek, którego z atomów składa moja machina, nie tylko powłoką cielesną nie różni się od oryginału, ale posiada wszystkie cechy umysłu takie same, że dla przykładu wspomnę o pamięci — jak wiesz, polega ona na pewnych indywidualnych właściwościach struktury mózgu. Otóż machina moja stwarza kopię ze wszystkimi szczegółami budowy mózgu, a więc i pamięcią zdarzeń przeszłych, z myślami, wspomnieniami i pragnieniami. Krótko mówiąc, mój Hylasie, gdy za godzinę ulegniesz przemocy i skonasz, twoja powłoka jeszcze nie zdąży ostygnąć, a już wprawię w ruch machinę i z atomów takich samych, jakie się teraz na twoje ciało składają, zbuduję żywego, myślącego Hylasa. Ręczę ci za to. I cóż, czy rad jesteś?

HYLAS: Ależ tak, po trzykroć tak, oczywista. Musisz tylko zbadać moją strukturę atomową, aby ją przedstawić machinie.

FILONOUS: To się rozumie. Pozwólże, mój przyjacielu, abym wzmógł jeszcze twą pewność przeżycia śmierci. Znasz mnie, wierzysz mym słowom, mym zapewnieniom, wszelako ułomne są rzeczy wytworzone przez człowieka, tu wszakże pewność jest niezbędna. Pozwól przeto, bym tego Hylasa, który twoim ma być przedłużeniem, twoją kontynuacją, już teraz stworzył. Będzie on oczekiwał twojej śmierci, a po niej wspólnie z nim, to jest z tobą, oddamy się uciechom wskrzeszonego żywota.

HYLAS: Co ty mówisz, Filonousie?

FILONOUS: To, co usłyszałeś: dla zwiększenia twej pewności kopię twoją stworzę już teraz...

HYLAS: Ależ to nonsens!

FILONOUS: Czemuż to?

HYLAS: To będzie odrębna ode mnie, obca istota!

FILONOUS: Tak sądzisz?

HYLAS: A jakże inaczej? Ten człowiek może i będzie nieskończenie do mnie podobny, wszyscy go za mnie brać będą, będzie żywił te same co ja uczucia, chęci, zamiłowania, nawet prace, przeze mnie rozpoczęte, on w mym duchu dokończy, ale to nie ja będę! To będzie sobowtór, jakby bliźniak, ja zaś umrę na zawsze!

FILONOUS: Skądże ta pewność?

HYLAS: A stąd, że jeśli stworzysz go teraz i on będzie tu przytomny, to będę o nim mówił „on”, jak o każdym innym człowieku, i widział go na zewnątrz siebie — i będzie drugą, odrębną ode mnie, inną istotą ludzką, jak każdy człowiek, i to, że będzie do mnie podobny jak kropla do kropli, w najmniejszej mierze śmierci mej nie osłodzi. Owszem, dla żyjących dalej, dla mych przyjaciół, krewnych, będzie złudzeniem mego bytowania skończonym i doskonałym, ale ja — ja umrę i już żyć nie będę.

FILONOUS: Skądże ta pewność?

HYLAS: Nie możesz mieć wątpliwości w tym przedmiocie, Filonousie, i jeno mnie próbujesz. Przecież gdybym podniósł z ziemi ten oto wilgotny, zwiędły liść i podał owemu „drugiemu Hylasowi”, jeśliby tu stał, to on przecie wdychałby i czuł jego woń cierpką i miłą, a nie ja. I podobnie rzecz by się miała po mojej śmierci, bo przecież wskutek mego zgonu w nim się nic nie przemieni, nic nie nastąpi nowego. On będzie po świecie chodził dalej, jego pięknem się radował, ja atoli istnieć przestanę zupełnie.

FILONOUS: Tak? Hm, więc co robić? Mów, co mam uczynić z machiną, aby zapewnić ci wskrzeszenie?

HYLAS: To całkiem proste. Musisz stworzyć moją żywą i myślącą kopię po mym zgonie.

FILONOUS: Tak mniemasz?

HYLAS: Tak.

FILONOUS: Kopia stworzona po twym zgonie będzie tobą, a stworzona przed twoją śmiercią nie będzie tobą, lecz człowiekiem, choć niezmiernie podobnym, ale innym? Jakaż różnica między tymi dwiema istotami, wyjaśnij mi, proszę?

HYLAS: Najpierw, ów stworzony przed mym zgonem będzie mnie widział, a ja jego; będzie wiedział, że ja ginę, a on został stworzony, będzie...

FILONOUS: Jeśli to tylko stanowi szkopuł, bez trudu go usunę: kopia w jednym i drugim przypadku będzie spała smacznie, napojona płynem usypiającym, i obudzi się dopiero po twym zgonie, tak więc nie będzie nic wiedziała o niemiłych wydarzeniach wokół twego końca ani o tym, jak sama na świat przyszła.

HYLAS: Nie, nie o to chodzi. Byłem, jak widzę, nie dość ostrożny, Filonousie. Do tego zagadnienia trzeba przystąpić z ostrym narzędziem rozumu. Z chwilą mej śmierci, gdy przestanę istnieć, na całym świecie nie będzie sposobu, który by stwierdził, że to nie jestem ja, tylko moja kopia. Nieprawdaż?

FILONOUS: To prawda.

HYLAS: Gdybyś wszakże stworzył kopię wcześniej, z łatwością można by stwierdzić, że ona nie jest mną, a to dlatego, iż kopia istniałaby obok mnie, w innym miejscu przestrzeni. Byłoby to więc współistnienie, ipso facto wykluczające kontynuację. Tak, teraz widzę, gdzie tkwił błąd. Kopia stworzona po mym zgonie będzie mną, przed mym zgonem zasię stworzona — będzie innym, obcym, odrębnym człowiekiem. Nie mów, że moment stworzenia możesz dowolnie przesuwać w czasie, tak że w końcu jedna milionowa część sekundy będzie oddzielać moje zmartwychwstanie od stworzenia obcego mi sobowtóra. Nie mów tego, gdyż aczkolwiek rzecz wydaje się dziwna, musi być taka. Osobliwa sytuacja rodzi osobliwe konsekwencje.

FILONOUS: Dobrze. Powiadasz tedy, że kopia złożona z atomów przed twym zgonem będzie człowiekiem całkiem ci obcym, z którym nie łączy cię nic oprócz nadzwyczajnego podobieństwa. Kopia stworzona natomiast po twym zgonie będzie twoją kontynuacją, to znaczy tobą samym, czy tak?

HYLAS: Tak.

FILONOUS: Możnaż wiedzieć, czym różnią się te kopie pomiędzy sobą?

HYLAS: Czasem, w którym powstały. Współistnienie kopii ze mną wyklucza kontynuację, istnienie natomiast w czasie przyszłym po mnie, po mym zgonie, czyni ją możliwą.

FILONOUS: Istnienie kopii po twym zgonie czyni twoją kontynuację możliwą, powiadasz? Wybornie. Dowiedz się teraz, jaką śmierć tyran ci obmyślił. Oto wychylisz czarę gwałtownej trucizny. Agonia trwać będzie godzinę. Kiedy winienem uruchomić machinę?

HYLAS: Gdy żyć przestanę całkowicie.

FILONOUS: Jeśli wtedy stworzę kopię, będzież ona twoją kontynuacją, to jest tobą samym?

HYLAS: Stworzona po mojej śmierci — będzie.

FILONOUS: Wybornie. A jeśli złośliwy tyran rozkaże swym medykom, by cię, zmarłego od trucizny, na powrót ożywili, a to dzięki wlaniu ci do gardła odtrutki przez gęsie pióro, co się wtedy stanie? Kopia stworzona przez machinę po twej śmierci była, jakeś sam rzekł, tobą. Czy teraz, na skutek twojego ożycia w miejscu kaźni, kopia ta znienacka być tobą zaprzestanie i jednym skokiem zmieni się w całkiem obcego ci człowieka?

HYLAS: Jakże to możliwe, by mnie, zmarłego, ożywiono?

FILONOUS: Łatwiejsze to niechybnie od zbudowania machiny do wskrzeszania z atomów. Dyskutujemy szczegóły techniczne czy filozoficzne — drogi Hylasie? Czy istnieje jakaś pryncypialna, zasadnicza niemożliwość przywrócenia do życia świeżo zmarłego? Czy chirurgowie nie potrafią już dziś ożywić zmarłych na stole w czasie operacji? Nie wieszże o tym? Proszę, powiedz mi, jakże będzie z tą kopią, która już była twoją kontynuacją, co się z nią stanie w momencie, w którym ożyjesz odtruty? A może to już nie ty sam ożyjesz w swym pierwotnym ciele, ale ktoś całkiem inny?

HYLAS: To wykluczone. Oczywiście, że ożyję w tym ciele, które tyran pozbawił życia trucizną. Kopia przestanie wówczas, siłą rzeczy, być moją kontynuacją.

FILONOUS: Ach, tak? Ależ zastanów się, Hylasie. Czy możesz sobie wyobrazić, że to ty właśnie jesteś ową kopią? Ot, powiedzmy, pokazuję ci machinę i powiadam, żeś właśnie w tym momencie wyszedł z jej wnętrza. Czujesz się oczywiście Hylasem po ostatni cal — boć machina wybornie cię sporządziła. Otóż wyobraź sobie, że „tamten Hylas”, który znajdował się w mocy tyrana, został przed godziną otruty, a teraz właśnie go medycy odtrutką przywrócili do życia. Czy poczujesz jakąś zmianę swojej osobowości na skutek owego odległego wydarzenia?

HYLAS: Nie.

FILONOUS: A widzisz. Kopia jest żywym, normalnym człowiekiem (to wynika z założeń) i nie mogą w niej zachodzić żadne zmiany związane z tym, co dzieje się z „oryginałem”. Czy go w kaźni trucizną poją, czy też odtrutką — kopii to ani nie dotyka, ani nie odmienia. Tak tedy powiemy: jako iż nie ma żadnej więzi przyczynowej pomiędzy tobą, wszelkimi twymi perypetiami a tamtym Hylasem, osoba stworzona przez machinę, czy za rok, czy za twego życia, czy po zgonie, jednakowo jest dla ciebie obcym człowiekiem, który nic nie ma z tobą wspólnego poza zdumiewającym podobieństwem. Że współistnienie z kopią wyklucza kontynuację — na to zgoda. To jednak, czy kopia powstała po twym unicestwieniu jest naprawdę tobą, a więc czy taka możliwość otwiera ci szansę ponownego ożycia — to trzeba dopiero udowodnić. Jak dotąd, wszystko przemawia przeciw takiemu rozumieniu rzeczy.

 

Stanisław Lem, Dialogi, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2001, str. 13-18