UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Zrozumiałem

Serwis lem.pl używa informacji zapisanych za pomocą cookies (tzw. „ciasteczek”) w celach statystycznych oraz w celu dostosowania do indywidualnych potrzeb użytkowników. Ustawienia dotyczące cookies można zmienić w Twojej przeglądarce internetowej. Korzystanie z niniejszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci końcowego urządzenia. Pliki cookies stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika i przeznaczone są do korzystania z serwisu lem.pl

1 1 1 1 1 Rating 0.00 (0 Votes)

    Ukazała się w ostatnich miesiącach na półkach księgarskich pierwsza powieść fantastyczno-naukowa. Dodać trzeba, że jest to książka nieprzeciętna, pisana przez człowieka o solidnym przygotowaniu naukowym. Mówię o Astronautach Stanisława Lema.

     Schemat treściowy Astronautów jest prosty, chociaż niebanalny: mamy rok 2003; wiele lat minęło od upadku ostatniego państwa kapitalistycznego, kończy się trudny i wielki okres sprawiedliwego przetwarzania świata; nędza, chaos gospodarczy i wojny nie zagrażały już wielkim planom mieszkańców Ziemi. I oto, podczas realizowania gigantycznych zamierzeń likwidacji mas lodowych w okolicach biegunów, mieszkańcy Ziemi dowiadują się przypadkowo, że mieszkańcy Wenus, dysponujący równie olbrzymią techniką, już przed stu blisko laty planowali zniszczenie życia na Ziemi. Aby sprawdzić, jak sprawy przedstawiają się obecnie z niecnymi planami Wenusjan, mieszkańcy naszej planety wysyłają na Wenus ekspedycję na statku międzyplanetarnym tzw. Kosmokreatorze. Dziennik pilota tej wyprawy zajmuje większą część książki. Widzimy więc, że Lem bierze sporo tradycyjnych rekwizytów, w które wyposażone są powieści fantastyczne. Lem aktualizuje te stare pomysły poprzez wprowadzenie do powieści zagadnienia możliwości zniszczenia Ziemi przez zaborczych mieszkańców innej planety. Interesuje mnie naukowa podbudowa dla fantastycznych pomysłów. Tutaj Lem jest najmocniejszy, widać u niego solidne przygotowanie, gruntowną znajomość nauk pozytywnych. O tym jak w Astronautach przedstawia się wyprowadzanie fantastycznych perspektyw z bazy naszego obecnego stanu nauki i techniki, jak ciekawie i ze znajomością rzeczy jest to zrobione - można by napisać cały artykuł...

     ... Zofia Woźnicka trafnie uchwyciła błędne założenia, jakie tkwiły u podstaw autorskich koncepcji Lema... Osią krystaliczną Astronautów jest problem unicestwienia życia na Ziemi przez mieszkańców Wenery. Stąd wyłania się konieczność zdefiniowania i opisania, kim są owi mieszkańcy jednej z planet naszego układu słonecznego. Ale Lem z powodów, o których pisze Woźnicka, nie mógł wprowadzić owych tajemniczych mieszkańców na karty swej powieści, gdyż w ten sposób znalazłby się w obliczu takich sprzeczności nie do rozwiązania ("uimperialistycznienie" Wenusjan i ich dążność do zniszczenia życia na Ziemi) - że zawaliłoby to konstrukcję książki. Lem ominął to bokiem, ale musiało się to odbić niekorzystnie na samej powieści.

     ...Zajmijmy się z kolei drugim poważnym mankamentem książki Lema, mianowicie pominięciem problemu oblicza człowieka w epoce, w której rozgrywa się akcja powieści - w epoce komunizmu. Chcę być dobrze rozumiany: nie wymagam, aby pisarz zajmował się planowaniem organizacji społeczeństwa przyszłości, ale mam prawo oczekiwać, że znając cechy człowieka socjalistycznego pisarz powinien pokusić się o pokazanie człowieka, który żyje w epoce komunizmu, gdy służy mu tak wspaniale nakreślona przezeń w książce potęga techniczna. Ludzie zaś są u Lema szablonowi, konwencjonalni, są dodatkiem do maszyn, którymi przecież kierują. Jego powieść jest w gruncie rzeczy powieścią o astronautyce, a nie o astronautach. Autor próbuje ratować sytuację po wielodniowej podróży międzyplanetarnej opowiadać wspomnienia, które uważają za cenne, ale są to konwencjonalne historie, które stosować by się mogły równie dobrze do ludzi wielu epok. Cóż bowiem istotnego mówi nam o ówczesnym człowieku opowieść o jego bohaterstwie w czasie wspinaczki wysokogórskiej; czy zilustrowanie roli przypadku i intuicji w badaniach naukowych? Gorzej, bo autor każe wyznać młodemu człowiekowi z roku 2003, ratującemu towarzysza w niebezpieczeństwie: "kląłem i modliłem się, żeby umarł, w kółko się modliłem". Nie wyławiam takich drobiazgów przez pedanterię, ale ilustrują one tezę, iż w powieści Lema człowiek jest konwencjonalną makietą. Jak to, więc człowiek epoki komunizmu będzie takim statycznym monolitem - chciałoby się wykrzyknąć z protestem. Naturalnie, my możemy ledwie przeczuwać obraz tego człowieka, ale że nie będzie on podobny do uczonych z powieści Lema - to wydaje się nam pewne.

     Naturalnie, że te braki w żadnym wypadku nie dyskwalifikują Astronautów. Zajmowałem się jednak przede wszystkim cieniami powieści z myślą, aby zwrócić uwagę czytelników i autora - przy jego dalszej pracy - na pewne istotne braki pierwszej powieści Stanisława Lema.
 

Ludwik Grzeniewski "Nowa Kultura" nr 14, 1951 rok