Summa Technologiae i jej potomstwo

    „Spośród książek dyskursywnych zadowolony jestem wyłącznie z Summy technologiae. Nie znaczy to, że nie można jej zmienić, ale że jeśli się nie musi, to nie należy tego czynić. Ona żyje i przetrwała. Filozofię przypadku należałoby w dużym stopniu przepracować, gdyż zupełnie niewłaściwie zostały w niej odważone punkty ciężkości. [...] Jeśli zaś chodzi o Fantastykę i futurologię, jest to morze papieru poświęcone próbom uzdrawiania nieuleczalnie chorego bądź — żeby użyć innego porównania — wyciąganie klinicznego imbecyla z totalnego skretynienia” — powiedział Lem w rozmowach ze Stanisławem Beresiem.

    Spośród jego wielkich esejów Summa technologiae wysuwa się istotnie po latach na czołowe miejsce, usuwając nieco w cień inne podobne książki. Nie dlatego może, by tamte były mniej od niej ciekawe, ale dlatego, że Summa najlepiej jako wywód jest „domknięta”, dotyczy spraw, których upływ czasu nie przedawnił, doczekała się też najbardziej ekscytujących spełnień w rzeczywistości ludzkiej kultury i techniki. Nic dziwnego: Dialogi zanurzone są po części w abstrakcji filozoficznego wywodu, po części w aktualnych w dobie komunizmu kwestiach politycznych. Fantastyka i futurologia roztrząsa problemy literatury science fiction i jej — nieprawych najczęściej — związków z nauką. Filozofia przypadku buduje „gmach światopoglądu”, poszukując struktur wspólnych ewolucji biologicznej, historii, kultury, twórczości artystycznej itd. Summa technologiae nieco inaczej: jeżeli „sumą” jest, czyli także „gmachem”, to na podobieństwo projektów futurystycznych budowli, tzn. stawia śmiałe hipotezy, wytycza drogi, którymi pójść ma, zdaniem autora, ludzka myśl techniczna i wynalazczość, a w ślad za nimi — silnie od nich uzależniona — kultura. Przy tym jednak — jak każdy gmach dobrze skonstruowany — ma Summa wyraźną oś konstrukcyjną, wspiera się na zespole niezwykle oryginalnych idei i trafnych prognoz, które zdążyły już sprawdzić się wielokrotnie w ciągu tych paru dziesięcioleci, jakie upłynęły od czasu napisania książki (1963).

    Summa od samego początku pomyślana była jako dzieło projektujące przyszłość i z tej przyczyny poddające się prędko i w sposób niejako automatyczny weryfikacji dokonywanej przez czas i rzeczywistą historię naukowych czy technologicznych odkryć. Stała się więc w jakimś sensie książką „w ruchu”, książką, która z samej swej istoty miała być stale przykładana do zmieniającego się wciąż stanu faktycznego, stale komentowana i uzupełniana przez autora, sprawdzającego trafność swych przewidywań. I tu przydarzyło się coś, o czym marzy skrycie każdy futurolog. Sformułowane u progu lat sześćdziesiątych idee Lema na temat dalszego rozwoju cywilizacji technicznej sprawdziły się nad podziw, co jest dla autora źródłem nie skrywanej dziś satysfakcji. Rzecz jasna, Summa nie jest owocem jasnowidzenia, są w niej więc obszary, na których prognozowanie okazało się bardziej fortunne, są też i takie, gdzie autor trafiał mniej celnie. Ważne jest co innego: że z niezwykłą przenikliwością przewidział ogólne kierunki ewolucji technologicznego instrumentarium cywilizacji, co też pozwoliło mu wyobrazić sobie korzyści i kłopoty, jakie stąd wynikną dla jednostek i społeczeństw przyszłości.

    Dlatego Summa — inaczej niż pozostałe książki eseistyczne Lema — doczekała się licznego potomstwa w postaci ukazujących się do dziś esejów kontynuujących jej myśli, przymierzających je do aktualnych informacji płynących już to z naukowych laboratoriów, już ze świata współczesnej cywilizacji. Tak właśnie uzupełniają Summę Tajemnica chińskiego pokoju, Bomba megabitowa i Okamgnienie, ale w jakimś węższym rozumieniu wszystko, co Lem ostatnio pisze, jest nawiązaniem do Summy jako pewnego projektu zwierzchniego, szkicu Całości, do którego muszą z konieczności odnosić się wszelkie cząstkowe obrazy dzisiejszego świata.

    Nadaje to Summie szczególny rys: książki projektującej nie tylko przyszłe losy cywilizacji, ale też biografię myślową autora, jej cechy indywidualne, odróżniające ją od innych charakterystycznych dla epoki intelektualnych życiorysów. Podobnie czytelnik, który — jak ja na przykład — czytał esej Lema w latach sześćdziesiątych, uformował swoją wizję rozwoju technologii i kultury ludzkiej pod wpływem tej książki. Pierwszy tekst, jaki o Lemie napisałem w roku 1968, to właśnie naiwnie entuzjastyczna recenzja drugiego wydania Summy, powstała na zamówienie rozgłośni radiowej działającej w krakowskim miasteczku studenckim. Dla czytelnika Summy z lat sześćdziesiątych w dalszych losach nauki i technologii do końca wieku nie było nic zaskakującego — raczej spełnienie oczekiwań podbudowanych autorytetem autora książki. Ciekawsze jest zakotwiczenie idei Summy w biografii intelektualnej samego Lema.

    Czytając wydane w 2000 roku Okamgnienie, natykamy się z pewnym zaskoczeniem parokrotnie na odwołanie do znanego z komunistycznych czasów zawołania o „doścignięciu i prześcignięciu”. Z tym że propagandyści z lat pięćdziesiątych mieli w tym miejscu na myśli gospodarkę krajów kapitalistycznych, podczas gdy Lem mówi o żartobliwej adaptacji hasła do kwestii „dościgania i prześcigania” biologii przez technologię. Coś więcej jest jednak na rzeczy. Stalinowska wizja historii ludzkości kładła nacisk na podporządkowywanie sobie przez człowieka sił natury, na kształtowanie jej podług ludzkiej woli. Wiemy dziś doskonale, jakimi klęskami ekologicznymi zaowocowała ta strategia, kierowana przez politycznie omnipotentnych niedouków. Żart Lema ma więc ukryte głębiej ostrze: oto „dościganie i prześciganie” da się istotnie pomyśleć, ale na inny całkiem sposób niż ten, który sobie wyimaginowali Trofim Łysenko i jego współpracownicy. Summa istotnie projektuje dościganie i prześciganie natury, ale nie tyle poprzez jej ubezwłasnowolnienie i wydanie bezbronnej w ręce „poprawiaczy”, ile raczej przez rozwijanie tkwiących w niej możliwości w drodze trudnego i pełnego pokory podpatrywania i naśladownictwa. Za nimi idzie podejmowane z rozwagą przekształcanie tych lub innych parametrów imitującego naturę urządzenia — tak by je przystosować do szczególnych wymagań, jakie mu się tu i teraz stawia, a jakich nie mogła przewidzieć biologiczna ewolucja.



 

Pro Auctore
Joga Kraków