Encjańskie niedole i wyzwania

Wizja lokalna jest jedną z najdziwniejszych książek Lema: wielogłosowa i wielostylowa, stanowi jakby przegląd stosowanych wcześniej przez Lema technik narracji i perspektyw widzenia świata społecznego. Utwór rozpada się na trzy odrębne i nader odmienne części. Pierwsza ma charakter satyryczny i opisuje jedną z wersji możliwych na Ziemi „labiryntów prawnych”, w który uwikłany zostaje odpoczywający w zacisznej Szwajcarii Ijon Tichy. Druga jest znamienną dla sztuki pisarskiej Lema rekapitulacją treści tekstów o planecie Encji, zawartych w potężnej bibliotece. Dopiero w trzeciej bohater dokonuje tytułowej „wizji lokalnej”, wikłając się w rozliczne niezwykłe awantury, by rozgryźć tajemnice technologicznego i prawnego ustroju społeczeństw zamieszkujących Encję.

Wizja lokalna jest zatem strukturą trójdzielną, z której najciekawsze są dwie ostatnie części: rozbudowany „metadyskurs” i ściśle z nim spleciona partia przygodowa. Nigdy wcześniej Lem nie zaprezentował wizji obcej cywilizacji tak wielostronnej i zarazem precyzyjnej w szczegółach. Zajmijmy się wpierw zawartością encjańskich archiwów na Ziemi. Składają się na nie dokumenty, które sobie wzajem przeczą i stanowią istny labirynt. Dlaczego? Otóż dzieje planety piszą historycy i uczeni nie tylko skłóceni z sobą jako przedstawiciele odmiennych kierunków badawczych, ale do tego jeszcze próbujący naginać rzeczywistość do wymogów racji stanu jednego z planetarnych mocarstw — Kurdlandii bądź Luzanii. Dochodzi do tego zmienna optyka wynikająca z postępów wiedzy, przejściowych wiar i przeświadczeń, a także to, co jest skutkiem gatunkowej specyfiki mieszkańców Encji: w ogólnych zarysach człekokształtnych, pochodzących jednak od ptaków-bezlotów. Odmienny sposób rozmnażania, publiczny charakter aktów seksualnych, nie związany z poczuciem wstydu, grzechu czy zbrukania, ma wpływ na naturę ich popędów, strukturę społeczeństwa, a nawet religię i metafizykę.

„Metadyskurs” poświęcony Encji tyleż więc odsłania, co zakłamuje, i w swej kakofoniczności naśladuje dobrze zbiory ziemskich opisów rzeczywistości ludzkiej. By przedstawić lepiej zadanie, przed którym stanął Tichy, wyobraźmy sobie przybysza z obcej planety, chcącego wyrokować o Ziemi i człowieku na podstawie kolekcji tekstów zawierającej pisma Arystotelesa, Demokryta i Pitagorasa, średniowieczne kroniki i dzieła Konfucjusza, traktaty Ptolemeusza i Kopernika, Buffona i Lamarcka, Darwina i Monoda, pisma Lavoisiera i Einsteina, Marksa i Miltona Friedmana, polityczne przemówienia Lenina, Hitlera, Churchilla — z rocznikami „Prawdy” i „Washington Posť’ na dodatek. Dorzućmy jeszcze pojedyncze numery rosyjskiego „Krokodila”, przemieszane z „Pardon” i „Playboyem”, przydajmy garść wybranych na chybił trafił broszur politycznych, scholastycznych traktatów i naukowych prac przyczynkarskich na różne tematy, a okaże się, że Ziemia jest planetą równie tajemniczą, jak odległa Encja. Lem pokazuje nam rzeczywistość owiniętą w teksty tak szczelnie, że trudno już poza nimi wypatrzeć jakikolwiek konkret obiektywny i niewątpliwy. Co więcej, wiemy, iż nie da się po prostu odkłamać tego, co przez opis zostało zniekształcone: ostatecznie z tych wmówień i przeinaczeń składa się kultura. Spróbujmy je usunąć, a wnet stracimy wspólny język z mieszkańcami planety — czy będzie nią Encja, czy Ziemia.

Tworzenie parodii ziemskiej nauki i ideologii nie jest jednak głównym celem Lema. Autor Wizji lokalnej próbuje spełnić to, co postulował w Fantastyce i futurologii, a mianowicie dokonać swoistego eksperymentu, polegającego na powołaniu do życia fikcyjnej cywilizacji, która — w niektórych punktach podobna do ziemskiej — rozwijałaby się jednak w oparciu o trochę inne przesłanki. Tak więc historia Encji, w cywilizacyjnym rozwoju nieco bardziej od Ziemi zaawansowanej, wynika po części z ekstrapolacji tych tendencji, jakie działają w ludzkim świecie, i w tej mierze może być traktowana jako prognoza lub futurologiczny model przyszłych dziejów ludzkości. Zarazem odmienność biologicznej kondycji Encjan, historii gatunku, warunków naturalnych pozwala projektować inaczej wierzenia, ideologie i społeczne urządzenia mieszkańców globu. Istnieje zatem w obrazie planety napięcie między „swojskością” i „obcością”, identyfikacją i dystansem, istnieje też podskórny nurt refleksji nad tym, co mogłoby być jakąś „stałą kosmiczną” — prawidłowością obowiązującą wszystkie cywilizacje w ogólnych zarysach do ziemskiej zbliżone, co zaś traktować należy jako akcydens, wynik osobliwego ukształtowania ciał zrzeszonych w społeczność istot lub znamię odciśnięte przez środowiskowe warunki, historyczny przypadek etc.

Znając już zamysł niejako techniczny książki, przejdźmy do konkretów. Lem projektuje swoje dwa państwa w oparciu o diametralnie różne zasady. Kurdlandia to kraj prymitywny i zacofany technologicznie, rządzony przez autorytarny reżim, utrzymujący poddanych w posłuszeństwie z pomocą aparatu biurokratyczno-policyjnego i wychowania w duchu jednej, obowiązującej ideologii. Obywatele bytują w nieopisanej nędzy i niewygodzie, osiedleni we wnętrznościach monstrualnych kurdli, a ten styl życia stanowi główny zrąb państwowej ideologii „nacjomobilizmu” (władcy nb. mieszkają w wygodnych rezydencjach). Zupełnie odmienne stosunki panują w ościennej Luzanii, która osiągnęła wyżyny technologicznej perfekcji i materialnego standardu. Demokratyczne społeczeństwo Luzan nie zna już problemu niedostatku dóbr czy naturalnych kataklizmów, nie zna też lęku przed niebezpieczeństwem za sprawą niezawodnej „etykosfery”, chroniącej ich życie, zdrowie i osobistą nietykalność.



 
yaskier.pl