Pirx i sekrety człowieczeństwa

Opowieści o pilocie Pirxie to z pewnością jedna z najbardziej lubianych książek Lema. Przyczyny tego łatwe są do wskazania. Opowieści o Pirxie mają, po pierwsze, charakter trzymających w napięciu fabuł przygodowych, po drugie — ich bohater jest bardzo ludzki, zwyczajny, nic nie ma w sobie z herosa, a ponadto wciąż się uczy i dojrzewa, niczym typowa postać z powieści „edukacyjnej”. Lubimy takie powieści i nigdy nie tracą one popularności, bo powtarzają wciąż od nowa historię nabierania doświadczeń i wrastania w ludzką wspólnotę, czyli historię, którą każdy z nas na swój sposób przeżywa, niezależnie od miejsca i roli, jakie mu los wyznaczy.

    Pirx dojrzewa zatem wraz z poświęconymi mu opowiadaniami: na początku jest gapiowatym kadetem przygotowującym się do egzaminów w szkole pilotów rakiet, potem przechodzi wszystkie stopnie wtajemniczenia jako pilot patrolujący wyznaczone przestrzenie kosmosu, uczestnik międzyplanetarnych ekspedycji, dowódca rakiet transportowych, wreszcie — jako doświadczony kosmonauta — ochotnik biorący udział w akcjach ratowniczych, w eksperymentach z człekokształtnymi robotami, na koniec — w Ananke — w dochodzeniu przyczyn katastrofy statku kosmicznego. Dalszy ciąg przygód Pirxa Lem umieścił w ostatniej swojej powieści — Fiasku, gdzie komandor pojawia się już tylko jako nieboszczyk: ofiara niezwykłych warunków panujących na księżycu Saturna, Tytanie. Lem dokona potem dziwnego z punktu widzenia reguł powieściowej konstrukcji „ożywienia” swego bohatera, nie dając już jednak — ani jemu, ani czytelnikom powieści — przesłanek pozwalających definitywnie określić, kim jest i skąd pochodzi jego obarczona niepamięcią przeszłości psychika. Nie wiemy zatem, czy to Pirx „ożywa” w Fiasku, czy młody pilot, jego uczeń, który podążył mu z pomocą, by także zginąć — i jest to chyba zamierzone przez autora posunięcie, które nowemu bohaterowi nadaje rolę swoistego symbolu „człowieka w ogóle”, wiecznego wędrowca-zdobywcy nowych światów i nowych obszarów poznania.

    Jako Marek Tempe, bohater Fiaska, Pirx jest więc jednocześnie starym wygą i — wciąż od nowa — „młodym pilotem”, adeptem uczącym się fachu i poznającym świat. Podkreślam to, bo „młody piloť’ należy do ulubionych bohaterów Lema, jest jakby kwintesencją tego, co w człowieku godne podziwu i sympatii. Jednoczy w sobie osobistą dzielność z nienasyconą ciekawością, skłonność do angażowania się w niebezpieczne przygody z młodzieńczym gapiostwem i roztargnieniem, fizyczną sprawność z odruchową „poczciwością”, pierwotnym instynktem moralnym, który wyklucza właściwe wielu ludziom dojrzałym cyniczne wyrachowanie. Postać młodego pilota jednoczy więc w sobie to wszystko, co Lem-mizantrop w naturze ludzkiej mimo wszystko ceni i co jednocześnie stanowi o jej swoistości, odróżnia ją od tego, co już „ludzkie” nie jest.

    Opowieści o Pirxie — tak jak większość książek Lema — są opowieściami o poznaniu. To, co je odróżnia od pozostałych utworów, to, moim zdaniem, nacisk kładziony na punkt widzenia właściwy bohaterowi dramatu poznania. Lem pyta w tych historiach, co to znaczy nie: poznawać w ogóle, ale — poznawać po ludzku, po ludzku widzieć świat, reagować nań, działać i oceniać. Ważne to chyba dlatego, że cywilizacja, szczególnie dwudziestowieczna, próbuje ustanowić normy logiki i racjonalności niejako oderwane od ludzkiej skali, „obiektywne”, a przez to rzekomo wolne od błędu, a przy tym łatwe do analizy i oceny. Takie normy właściwe są myśleniu „eksperckiemu”, takie stoją u podstaw konstrukcji maszynowego intelektu. Chodzi w nich z grubsza o to, by procedury myślenia i poznawania uczynić czymś bezosobowym, łatwym do przenoszenia z jednego materialnego substratu do innego, oderwanym tedy od uwikłania w podmiotowość i wielowarstwową, działającą w dużej mierze irracjonalnie psychikę.

    Bez wątpienia, tego rodzaju badania, w których najważniejsze jest stworzenie działających bez jakichkolwiek odchyłek od logiki systemów myślenia i poznawania, odgrywają ogromną rolę w budowie współczesnej cywilizacji, grożą jednak odsunięciem na bok, zlekceważeniem ludzkiej specyfiki, tego wszystkiego, co wytworzył nasz gatunek, co leży u podstaw ludzkiej kultury, nadając jej trwałość i spoistość. Lem poświęcił tej kwestii sporo miejsca w swoich esejach (np. w Filozofii przypadku) — w opowieściach o Pirxie „ludzkość” testowana jest w sytuacjach praktycznych, wymagających decyzji brzemiennych w najpoważniejsze konsekwencje. W takich właśnie sytuacjach Pirx okazuje się zadziwiająco sprawny, znacznie bardziej niż komputerowe programy, komisje ekspertów czy — jak w Teście — kolega-prymus, Boerst.

    Na samym wstępie ową szczególną sprawność Pirxa dosyć łatwo wytłumaczyć. Otóż Pirxowi powodzi się dobrze tam, gdzie zachodzą sytuacje nie przewidziane przez program, wykraczające poza normę i rutynę. Mucha powodująca zwarcie w instalacji elektrycznej rakiety (Test), ładunek elektryczny wyglądający na ekranie jak obcy statek kosmiczny (Patrol), wprowadzająca w błąd sygnalizacja (Odruch warunkowy) — oto sytuacje, w których sprawdza się elastyczność myślenia Pirxa, jego „marzycielstwo”, które tu przekłada się po prostu na umiejętność wykroczenia poza utarte procedury, kojarzenia odległych faktów, widzenia siebie samego z pewnego dystansu. Doktryna poznawcza, jaką stosuje Lem w opowieściach o Pirxie, przypomina zatem doktrynę leżącą u podstawy późniejszego Kataru. Chodzi tu mianowicie o to, że świat jest jako obiekt poznania czymś zbyt złożonym, aby można było do niego stosować w każdym przypadku określone procedury analityczne. Zgoda, w większości sytuacji one wystarczają do orientacji i rozumienia zjawisk, nie są jednak niezawodne, ponieważ nie ma w świecie sytuacji dokładnie izolowanych od tła i nie wchodzących z nim w nieprzewidziane interakcje. W takich momentach rutynowa procedura nie przydaje się na nic, bo jest zbyt prymitywna. Pomóc może przyłożenie do świata agregatu dorównującego mu złożonością. Może nim być sam człowiek — z wewnętrzną komplikacją swego mózgu, ciała i psychiki, może być „samo życie”, czyli niezliczona ilość zachodzących w świecie zdarzeń i ludzkich działań, które mogą doprowadzić do rozwikłania zagadek poznawczych niejako mimochodem, przypadkowo. W przypadku Pirxa sprawdza się pierwsza wersja: do jego sukcesów przyczynia się myśl „błądząca”, wbrew rutynie, w poprzek licznych warstw doznań aktualnych oraz zdarzeń i wspomnień przechowywanych w pamięci. Jeśli nazwiemy ją „intuicją”, nie rozgryziemy przez to bynajmniej tajemniczości, która się za taką władzą intelektu kryje, ale przecie tak musi być: intuicja wyjaśniona w swym mechanizmie stałaby się jeszcze jedną procedurą.



 
yaskier.pl