Antoni Smuszkiewicz we wstępie książki poświęconej Stanisławowi Lemowi stwierdził, że o autorze Solaris nie można wiedzieć wszystkiego, bowiem jeśli uda się uchwycić jego ideę, ona ucieka i jest już gdzie indziej [1]. Poprzez swą niekonkluzywność [2] opisy elementów świata przedstawionego stają się interpretacyjnie ponadczasowe, a niekiedy nawet wizjonerskie. Tak jest w przypadku fantomowych kreacji w Powrocie z gwiazd.

3 D według Lema i Baudrillarda

Avatar Jamesa Camerona miał być przełomem w kinie, głównie z powodu trójwymiarowej animacji komputerowej. Przełom jednak nie nastąpił [3]. Prezentowanie filmów w technologii 3D wydaje się być wciąż zabiegiem jedynie o charakterze ludycznym; nadal mało filmów, które umożliwiłyby potraktowanie hiperrealnego obrazu jako semantycznego kodu wizualnego [4]. Semiotyka kinowego trójwymiaru ma na razie niesprecyzowaną funkcję. Potraktowany jako rozwinięcie konturowości obrazu filmowego rości on sobie prawo do bycia podstawowym wizualnym zadaniem strukturalnym, ale na tym jego zadanie wyczerpuje się [5]. Rzec co najwyżej można, że semiotycznym fundamentem wszelkich nowych powstających systemów – np. 3D, holografii - jest ich wielomedialność [6].

Na fakt wykorzystania technologii 3D we współczesnym kinie, warto spojrzeć w perspektywie zaproponowanej przez Jeana Baudrillarda, który niemalże profetycznie pisał w Symulakrach i symulacjach: „Stworzenie trójwymiarowego kina jest w nie większym stopniu przeznaczeniem hologramu niż przeznaczeniem kina było odtworzenie teatru, a fotografii – podjęcie na nowo tematów malarstwa” [7].

Francuski filozof przewidywał więc, że stworzenie technologii 3D jest efektem naturalnego procesu ewolucji ludzkiej percepcji. Technologia podejmuje wątek biologicznego samodoskonalenia. Arnheim pisał, iż wśród wynalazków technicznych, które mają zmniejszyć dysproporcję pomiędzy zainteresowaniami człowieka, a możliwościami jego zmysłów, jest telewizja, choć myślał – formułując tę konstatację - jedynie o dwuwymiarowym tworzeniu obrazów [8]. Trójwymiarowe kino realizuje więc jeszcze bardziej wizualne (celowo brzmi to tautologicznie) marzenia ludzkiego umysłu.

Myślicielem, który – sięgając do konwencji powieści fantastyczno-naukowej – przedstawił społeczeństwo wiecznego karnawału, ludzi traktujących trójwymiarowe artefakty jako przejaw zdewaluowanej sztuki, był Stanisław Lem. Oto obraz trójwymiarowego kina w Powrocie z gwiazd, powieści z 1961 roku:

„Odskoczyłem, ukazał się wtedy właściciel głosu, ten gruby w czapce — chciałem go chwycić za ramię, palce przeszły na wylot i zamknęły się w powietrzu. Stałem jak ogłuszony, a oni gadali dalej; naraz wydało mi się, że z ciemności ponad autami, z góry, ktoś na mnie patrzy, zbliżyłem się do granicy światła i zobaczyłem blade plamy twarzy, był tam, w górze, jak gdyby balkon. Oślepiony, nie widziałem dokładnie, dość jednak, aby pojąć, jak okropnie się zbłaźniłem. Uciekłem, jakby mnie kto gonił” [9].

Holografia wywołuje u Hala Bregga – astronauty, głównego bohatera powieści, ofiary relatywizmu czasowego - „szok przyszłości”. Mówi on wielokrotnie, że czuje się w społeczeństwie przyszłości jak barbarzyńca. Najbardziej szokuje go jednak widzialna strona rzeczywistości. Można by tu zacytować McLuhana, który interpretując wiersz Wallace'a Stevensa stwierdził, że najmniejsza metamorfoza w obrębie świata wizualnego wywołuje delikatną zmianę w naszym odczuciu samych siebie, zarówno osobistym, jak i zbiorowym [10]. Bregg nie jest świadkiem małej przemiany wokół siebie – jej skala daje szanse na przekroczenie granic adaptacyjnych, a to z kolei – jak pisał autor Szoku przyszłości – może spowodować objawy psychopatologiczne [11].

    Stanisław Lem dotknął wszystkich prawie możliwości, jakie daje pisarzowi współczesna science-fiction. Można nawet powiedzieć, że w swojej - chronologicznie zwięzłej, lecz ilościowo obfitej - twórczości powtórzył niejako ewolucję gatunku: w istocie, rozpoczął od powiastek prostych, ufnych, krzepiących ("Astronauci", "Obłok Magellana"), by wkrótce dojść zarówno do parodii ("Dzienniki gwiazdowe Ijona Tichego"), jak do apokaliptycznej i koncentracyjnej wizji "najgorszego z możliwych światów" ("Eden"). Co więcej - systematycznie sprawdzał szanse literackie, które przynosi fantazja naukowa: Lem rzeczywiście obszedł science-fiction dookoła, tak iż będąc w Polsce praktycznie jedynym, jest także - jeśli wolno powiedzieć - wystarczającym przedstawicielem rodzaju, który reprezentuje: z ogródka science-fiction zerwał jeżeli nie najpiękniejsze, to na pewno najbardziej charakterystyczne kwiatki. Stąd radość i oszczędność dla krytyka, który - przeglądając Lema - rozporządza zarazem doskonałą kolekcją próbek rozmaitych odmian utopii naukowej.

lemNie zamierzam trzymać się kanonu tekstów pisanych „w rocznicę śmierci". Po pierwsze, nie potrafię; po drugie, rocznicę urodzin uważam za godniejszą upamiętnienia niż rocznicę śmierci; po trzecie zaś dlatego, iż przypuszczam, że nie życzyłby sobie tego mój Ojciec. Przed laty, na wiele lat przed moim urodzeniem, wybrał się na cmentarz, żeby towarzyszyć mojej przyszłej matce przy porządkach na grobie teścia. Z pewną zgrozą, ale i śmiechem opowiadała mi po latach, że rozsiadł się na sąsiednim grobie i spokojnie zajął lekturą „Szpilek", od czasu do czasu wybuchając śmiechem. Nie czynił tego z braku szacunku dla zmarłych – Ojciec po prostu nie uznawał konwenansów. Z perspektywy czasu nabrałem przekonania, że niekiedy w ogóle nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia.

 

Odszedł na kilka miesięcy przed osiemdziesiątymi piątymi urodzinami. Ostatni felieton dla „Tygodnika” podyktował 9 lutego, w przeddzień ataku choroby, której lekarze nie zdołali już opanować. Stanisław Lem – pisarz, mędrzec, wizjoner. Dla nas także – autor i przyjaciel, który na tych łamach debiutował blisko sześćdziesiąt lat temu.

1.

Rodzice przyszłego pisarza zaręczyli się jeszcze przed I wojną światową, ślub jednak musiał zostać odłożony, bowiem Samuel Lem, lwowski lekarz, zmobilizowany został do armii austriackiej i po upadku twierdzy Przemyśl trafił do niewoli rosyjskiej, do obozu jenieckiego w Azji Środkowej. Po powrocie do Lwowa został asystentem na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. Był cenionym laryngologiem, za młodu zaś – jak wspominał syn – parał się także literaturą; publikował wiersze i prozę w lwowskiej prasie.