|
Strona 1 z 12 
Przystępując do pisania autobiografii świadom jestem dwóch przeciwstawnych sił powodujących moją ręką. Jedną z tych skrajności jest przypadek, drugą kształtujący życie porządek. Czyżby wszystko, co sprawiło, że przyszedłem na świat i przetrwałem, pomimo że wielokrotnie groziła mi śmierć, aby w końcu zostać pisarzem - i to jeszcze takim, który nieustannie stara się godzić ze sobą sprzeczne elementy realizmu i fantastyki - może być postrzegane wyłącznie jako rezultat niezliczonej ilości przypadków? A może jednak zadziałała jakaś predestynacja - nie w formie nadprzyrodzone mojry, nie skrystalizowana w los kiedy leżałem jeszcze w kołysce, lecz gdzieś we mnie kiełkująca - powiedzmy w mym genetycznym dziedzictwie, jak przystało na agnostyka i empiryka?
W każdym razie roli jaką przypadek odegrał w mym życiu nie sposób pominąć. Kiedy w 1915 roku poddała się przemyska twierdza mój ojciec jako lekarz armii Austro-Węgier dostał się do rosyjskiej niewoli. Po niemal pięciu latach w chaosie rosyjskiej rewolucji zdołał powrócić do rodzinnego Lwowa i - o czym wiem z jego opowiadań - co najmniej raz jako oficer, a więc "wróg klasowy", miał zostać na miejscu rozstrzelany. Z życiem uszedł tylko dlatego, że kiedy prowadzono go na egzekucję rozpoznał go idący chodnikiem ukraińskiego miasteczka żydowski fryzjer ze Lwowa. Fryzjer osobiście golił komendanta miasta, a zatem mógł się wstawić za ojcem. Tylko dlatego mego ojca - który jeszcze nim nie był - wypuszczono na wolność i mógł powrócić do Lwowa, do narzeczonej. Historię tę, ze względów estetycznych nieco bardziej złożoną, czytelnik może odnaleźć w fikcyjnej recenzji (De Impossibilitate Vitae Cezara Kouski) w mej Doskonałej Próżni. Tam przypadek stanowi uosobienie losu - gdyby fryzjer znalazł się w uliczce o minutę później dla mego ojca nie byłoby już ratunku. Usłyszałem od niego tę historię, gdy byłem małym chłopcem, może dziesięcioletnim, kiedy nie potrafiłem jeszcze oddawać się abstrakcyjnym rozważaniom przeciwstawiającym kategorie przypadku i losu. Ojciec został szanowanym, dość zamożnym lwowskim lekarzem (laryngologiem). W biednym kraju, jakim była przedwojenna Polska, niczego mi nie brakowało. Miałem i francuską guwernantkę i niezliczone ilości zabawek, a świat w którym dorastałem uważałem za coś niebywale stabilnego. Skoro jednak tak było, dlaczego jako gustujące w samotności dziecko wymyśliłem sobie niezwykłą zabawę, którą opisałem później w Wysokim Zamku?
Zabawa przenosiła mnie w zmyślone światy, jednak wcale nie wyobrażałem ich sobie w sposób bezpośredni. Jako uczeń produkowałem mnóstwo ważnych dokumentów: legitymacji, zaświadczeń, paszportów, dyplomów i aktów prawnych na mocy których otrzymywałem niezliczone bogactwa, szlacheckie tytuły oraz władzę, albo też "najwyższe pełnomocnictwa", zezwolenia, zaszyfrowane dowody i kryptogramy najwyższej wagi - a wszystko to odnosiło się do kraju, którego próżno szukać na mapie. Czyżby towarzyszyło mi poczucie niepewności? Czyżby zabawa wzięła się z podświadomego poczucia zagrożenia? Nic mi o takich przyczynach nie wiadomo. W szkole byłem dobrym uczniem. W kilka lat po drugiej wojnie światowej od pewnego starszego człowieka zajmującego jakieś stanowisko w przedwojennym szkolnictwie dowiedziałem się, że kiedy zbadano iloraz inteligencji wszystkich uczniów gimnazjów - musiało być to w roku 1936 lub 1937 - uzyskałem 180 punktów i - wedle słów tego człowieka - byłem najinteligentniejszym dzieckiem w całej południowej Polsce. Przed wojną nie miałem o tym pojęcia, wyników badań nie ujawniono. W każdym razie w tym sensie stanowiłem już jakiś wyjątek od powszechnej przeciętnej. Jednak w żadnej mierze wysoki iloraz inteligencji nie mógł okazać się pomocny w przeżyciu niemieckiej okupacji na terenie Generalnej Guberni. W tym okresie w sposób bardzo bezpośredni i "praktyczny" dowiedziałem się, że nie jestem "Aryjczykiem". Moi przodkowie byli Żydami, jednak ja nie miałem pojęcia o judaizmie ani, niestety, o żydowskiej kulturze. Właściwie dopiero nazistowskiemu ustawodawstwu zawdzięczam świadomość, że w moich żyłach płynie żydowska krew. Udało nam się jednak uniknąć uwięzienia w getcie - dzięki fałszywym dokumentom wraz z rodzicami zdołałem przetrwać ten czas.
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>
|