Biblioteka Solaris
( głosowano 9 razy )

Labiryntowość przestrzeni biblioteki Solaris jest nie do przeoczenia: „Położona w samym centrum Stacji biblioteka nie miała okien i była najlepiej izolowanym miejscem wewnątrz metalowej skorupy” (S 122). Jej metaforyczny charakter jest tyleż efektem zamysłu Lema, co samych konotacji toposu. Piotr Michałowski stwierdza:

„Kolekcja taka reprezentuje albo aktualny stan wiedzy, obejmujący wszystkie dziedziny, albo wykracza poza jego zakres, a poszerzona o niedokonane jeszcze odkrycia, wyznacza hipotetyczne granice poznania. Niewystarczalność księgozbioru nie wynika więc ani z niekompletności, ani też z ubóstwa czy wadliwej organizacji instytucji. Przeważnie biblioteka jest alegorią całej wiedzy – figurą modelowo czystą, wolną od fakultatywnych szczegółów, a więc także od niedociągnięć i braków. Przypomina bibliografię zmaterializowaną w przestrzeni – zbiór kompletny i doskonały.”1

Stwierdzenie, że solaryjska biblioteka jest metaforą nauki, już w lemologii obowiązuje, trzeba jednak przyjrzeć się jej zawartości. Metafora to niedokładna, nie odzwierciedla w referowanym rzetelnie przez Kelvina kalendarium solarystyki rzeczywistej historii nauki z jej rewolucjami i głównymi paradygmatami – raczej odwzorowuje jej najogólniejsze prawidłowości. Monografia fundatora solarystyki Giesego Dziesięć lat badań „Solaris”, zawierająca obszerne katalogi form przyjmowanych przez ocean, ich klasyfikacje i nomenklaturę, to jakby analogon pierwocin nowożytnej nauki, „historii naturalnych” Rogera Bacona, wielkiego zwolennika indukcji i eksperymentu, ostatecznie „pokonanego” przez matematykę, dedukcję i tendencję do abstrakcji2. Mniej więcej w czasach Giesego powstawały przecież „hipotezy biologiczne”, pierwsze teoretyczne modele oceanu. Nowożytna nauka właśnie się rodzi; kolejna faza solarystyki to „okres rozpadu monolitowej niemal dotąd opinii uczonych”, kiedy to pojawiła się „wielość zwalczających się nieraz zaciekle szkół”, a „całe dziedzictwo Giesego zostało wtedy poddane miażdżącej krytyce (S 184)”, to jakby XVI i XVII, a może też XVIII wiek, czyli okres dysput nad ptolemeuszowym i kopernikańskim systemem kosmologicznym, sporów między racjonalistami i empirystami, może początków mechaniki newtonowskiej – czyli ogólnie: czas, w którym tworzyły się fundamenty nowożytnych dedukcyjnych i matematycznych nauk. Te okresy historii solarystyki były „naiwną młodością, żywiołowo optymistycznym romantyzmem, wreszcie – znaczonym pierwszymi głosami sceptycznymi – dojrzałym wiekiem polarystyki” (185). Analogią do dziewiętnastowiecznego determinizmu mechanistycznego wydaje się kolejny czas, kiedy „padły – jako nawrót pierwszych, koloidowo-mechanistycznych – hipotezy będące późnym ich potomstwem, o apsychiczności solaryjskiego oceanu. Wszelkie poszukiwania przejawów świadomej woli, teleologiczności procesów, działania motywowanego wewnętrznymi potrzebami oceanu, zostały prawie powszechnie uznane za jakąś aberrację całego pokolenia badaczy.” (S 185) Słychać tu też echo dziewiętnastowiecznego sporu preformistów i epigenetyków, a może też ówczesnych poszukiwań istoty entelechii, jako poruszającej wszystko siły życiowej. Wysuwam tu alternatywne interpretacje, bo też Lem nie przyporządkowuje wymyślonym przez siebie fazom solarystyki dokładnych odpowiedników w rzeczywistej historii nauki. Istotna jest ogólna charakterystyka filozoficznej i psychospołecznej refleksji towarzyszącej tej fazie solarystyki, określanej przez Kelvina mianem optymistycznej – to czas konstruowania wielkich paradygmatów i idiografii, śmiałych indywidualności oraz – co najważniejsze – stosunkowej monolityczności nauki. Kończy go symbolicznie samobójstwo jednego z największych badaczy, Sevady – być może aluzja do Boltzmanna, jednego z twórców teorii entropii i procesów nieodwracalnych, którego trudności z rozwiązaniem problemów naukowych doprowadziły w 1906 roku do załamania i samobójczej śmierci.



 
yaskier.pl