(ZSRR, 1972) Dramat/Science-Fiction czas 166 min., dozw. od 15 lat
Reżyseria: Andriej Tarkowski Scenariusz: Andriej Tarkowski, Fridrikh Gorenshtein Na podstawie książki: Stanisława Lema
Nominowany do Złotej Palmy, zdobywca nagrody FIPRESCI i Grand Prize of the Jury na Festiwalu Filmowym w Cannes w 1972 r.
Obsada:
Harey: Natalia Bondarczuk Kris Kelvin: Donatas Banionis Snaut: Juri Jarwet Sartorius: Anatoli Soloniszyn Burton: Wladislaw Dworjecki Gibarian: Sos Sarkisjan
Zdjęcia - Wadim Jusow Muzyka - Eduard Artemyew Scenografia - Michaił Romadin Montaż - Luba Fejginowa Kostiumy - Helena Fomina Produkcja - Wiaczesław Tarasow
Adobe Flash Player not installed or older than 9.0.115!
Tarkowski o "Solaris"
Przede wszystkim chciałbym wyjaśnić, dlaczego postanowiłem ekranizować powieść Stanisława Lema "Solaris". Już dwa moje pierwsze filmy, dobre czy złe, dotyczą ostatecznie jednego problemu. Mówią one o skrajnym przejawie wierności nakazowi moralnemu, o konfliktowej osobowości świadomej swego losu, klęska której oznacza nieugiętość ludzkiego ducha. Interesuje mnie bohater idący do końca, nie patrzący na nic, bo zwyciężyć może tylko taki człowiek.
Dramatyzm form moich filmów jest oznaką mojego pragnienia, aby wyrazić wielkość ducha człowieczego. Myślę, że łatwo odczytać mój wywód w powiązaniu z moimi poprzednimi filmami. I Iwan i Andrzej działają wbrew własnemu bezpieczeństwu. Pierwszy w fizycznym, drugi w moralnym znaczeniu słowa. Obaj poszukują idealnego zwycięstwa.
Do tej adaptacji mam bardzo zasadnicze zastrzeżenia. Po pierwsze, życzyłbym sobie zobaczyć planetę Solaris, ale niestety reżyser mi tego nie umożliwił, bo jest to przecież kameralne. A po drugie — co powiedziałem Tarkowskiemu w jednej z kłótni — on wcale nie nakręcił Solaris, ale Zbrodnię i karę. Przecież w filmie wychodzi tylko tyle, że ten paskudny Kelvin doprowadził biedną Harey do samobójstwa, a potem ma z tego powodu wyrzuty sumienia, które są wzmocnione jej pojawieniem się; i to pojawieniem się w okolicznościach dziwnych i niezrozumiałych. Ta fenomenalistyka kolejnych pojawień się Harey była dla mnie egzemplifikacją pewnej koncepcji, którą wywodzić można niemal z samego Kanta. Bo jest przecież Ding an sich, Nieposiężne, Rzecz w Sobie, Druga Strona, do której przedostać się nie można. Z tym jednak, że w mojej prozie zostało to zupełnie inaczej unaocznione i zorkiestrowane… Muszę się jednak zastrzec, że całego filmu nie widziałem, poza dwudziestoma minutami drugiej części, ale dokładnie znam scenariusz, gdyż Rosjanie mają zwyczaj, że powielają egzemplarz dla autora.