Kariera falsyfikatu
( głosowano 25 razy )

    W mojej Summie technologicznej zwróciłem uwagę na utrudnienie startu dzieł, wywołane wzrostem ich liczebności. Do indeterminizmu decyzyjnego znawców dołącza się bowiem — przy wielkiej podaży utworów — ograniczenie trywialne, wywołane wyczerpaniem „przepustowej pojemności” krytyki. Nikt nie jest już dziś w stanie czytać wszystkiego, co ukazuje się na rynku księgarskim. Ułatwia znawcom życie zabieg klasyfikacji wstępnej, dokonywany przez wydawców. Klasyfikacja ta sprzyja powstawaniu zamkniętych gett gatunkowych, przy czym o przynależności dzieła do określonego gatunku decyduje często temat. Gdyby metodę tę zastosować do wszystkich dzieł, mielibyśmy Mickiewicza i Goethego rozparcelowanych odpowiednio na półki z napisami orientacyjnymi: „Awantury w domach jednorodzinnych”, „Sabotaż i dywersja na Litwie starożytnej”, „Uwiedzenia przy pomocy diabłów”, a Słowacki figurowałby częściowo pod osteologią protetyczną (Złota Czaszka), częściowo zaś w dziale „Epidemie, klęski, zarazy na pustyni”.

Czyni się na razie wyjątki dla autorów znakomitych, ale znakomitość jest cechą nabywaną, a nie stygmatem przyrodzonym; toteż w dużym katalogu zachodnioniemieckiej firmy pod „Science-Fiction” znalazłem nowele Gombrowicza (jako że to „fantastyka”). Tak więc zmierzamy z wolna ku uporządkowaniu tego chaosu, który sprawiał, że Goethe i Mickiewicz mieli w księgarni wszystkie swoje tytuły w jednym miejscu, najfałszywiej widać w świecie, skoro w sklepach galanteryjnych skarpetki, gacie i krawaty tego samego producenta nie leżą w szufladzie opatrzonej jego nazwiskiem, ale odpowiednio — z pończochami, bielizną itp. Autor, który będzie chciał w przyszłości napisać powieść pseudokryminalną, a filozoficzną podtekstowo, lub nowy rodzaj Zbrodni i kary, będzie się musiał dwa razy zastanowić, nim popełni taką lekkomyślność, bo dzieło zapewne zginie z oczu znawców, wylądowawszy między Agatą Christie i Chandlerem.

    Jakoż wstępne włączanie dzieł w obręb gatunkowego „getta” odbiera im prawo startu w konkurencji „literatury po prostu”. Udaremnia to możliwości „ruchów pionowych” w obrębie hierarchii naturalnej utworów. Przedstawia ona rodzaj piramidy, z wierzchołkiem zapełnionym przez dzieła „wielkie”, „znakomite”, dane tradycją, z dołączającymi się do nich takimi, co przeszły już współczesne próby. Niższe piętro zajmują utwory typu rozmaitych „środowiskowców”, „małego realizmu”, „sprawozdawcze”, które poprawnie informują o pewnych rodzinno-społecznych, zawodowych czy erotycznych sytuacjach — raczej w ich uśrednionej normie aniżeli w ekstremach. Ta, zwana czasem drugorzędną, literatura odznacza się „solidnością” i niejednokrotnie — pretensjami do odmawianej jej „pierwszorzędności”. Pod nią obszar rozleglejszy zamieszkują utwory, które z uśrednień werystycznych rezygnować mogą na rzecz zaspokajania potrzeb nie tyle poznawczych, co „życzeniowych” odbiorcy; książki takie stanowią surogaty rzeczywistości jakoś pożądanej, namiastkę silniejszych przeżyć realnych, ułożoną w „bukiety” odchyleń erotycznych np., dostarczające informacji „przyjemnej” raczej niż „powiadamiającej”; tak można przynajmniej określić zestrój kryteriów selekcji stosowanych przez autorów. Ponieważ kanałem językowym nie można przekazać informacji zmysłowego typu z takim mimetyzmem, jak kanałami bezpośredniego postrzegania, kino czy telewizja skutecznie rywalizują z literaturą w zakresie zastępowania rzeczywistości pożądanej — jej sztucznymi inscenizacjami. Nareszcie warstwy denne, lochy i pieczary piramidy, zajmują sensacja, przygoda, romans, całkowicie już pozbawione roszczeń do wiarygodności, czy to uśrednionej, czy skrajnej; albowiem prawdziwi kochankowie, zbrodniarze, detektywi, wraz ze zboczeńcami, zachowują się inaczej, aniżeli przedstawiają to spetryfikowane schematy powieści kryminalnej bądź pornograficznej. Ta ostatnia jest typowym przedstawicielem „trzeciorzędności”; bywa ona jawna — jako opisy wydarzeń, które bezpretekstowo ukazują obscena seksualne — lub zamaskowana pretekstem, nie tylko ułatwiającym przejście przez sita cenzury, lecz uspokajającym nadto faryzeuszowskim chwytem sumienie czytelnika, pożądającego zarazem i nieprzyzwoitości, i ekskuzy.



 
yaskier.pl