|
Strona 1 z 5 Stanisław Grochowiak "Nowa Kultura"
Trzeba wreszcie wyraźnie powiedzieć, że stopień oryginalności i znaczenia, jaki Lem osiągnął w literaturze fantastycznej jest o tyle bardziej zaskakujący, o ile jego twórczość stanowi zjawisko w polskim pisarstwie współczesnym absolutnie odosobnione. Samotność Lema musi więc znaleźć odpowiednią kompensatę w szczególnej uwadze i życzliwości ze strony krytyki. Współczesna literatura fantastyczna (zwłaszcza zachodnia) biegnie dwoma skrajnymi nurtami: tzw. science-fiction oraz tzw. fantasy. Można dla obu nurtów znaleźć inne nazwy, bardziej przylegające i po prostu ładniejsze, ale nie to jest ważne. Istotne są zasadnicze różnice, jakie występują między obu nurtami, a które traktuje się albo powierzchownie, lub których wręcz się nie dostrzega. Science-fiction wywodzi się z literatury Verne'a. Ambicją utworów tego typu jest: w oparciu o możliwie najpełniejszą znajomość współczesnej nauki (a głównie: techniki) przewidzieć materialny, cywilizacyjny kształt przyszłego świata. Autora obowiązuje ścisłość, logika i dopiero na trzecim miejscu — wyobraźnia. Strona artystyczna (w sensie literatury innego typu), a nawet psychologiczna utworu zależy często od szczęśliwego przypadku. Jeśli chodzi o aspiracje filozoficzne, lub zgolą metafizyczne, to są one raczej niepożądane. Lepiej zastąpić je atrakcyjnością perypetii.
Cechy te powodują, iż trudno nam się dziwić, kiedy książki gatunku science-fiction krytyka stawia w pobliżu powieści kryminalnej, a więc zasadniczo poza obrębem literatury, a bliżej pewnego rodzaju gry intelektualnej. Inaczej fantasy. Gdyby poszukać ojca tego nurtu, to byłby nim może Hoffman, a może — co wydaje się bardziej trafne — Poe, Z science-fiction spokrewniona jest fantasy pewną tendencją profetyczną (większość, choć nie wszystkie dziełka tego gatunku, dzieją się w bliższej lub dalszej przyszłości), ale i na tym koniec. W fantasy wierność współczesnej nauce nie tylko że nie obowiązuje, ale jest nawet pewnego rodzaju nietaktem; logikę zastępują prawa sennej wizji; zdyscyplinowaną wyobraźnię - koszmar. Oczywiście, w epoce surrealizmu fantasy łatwiej wpada w oko krytyki literackiej, a niejednokrotnie zdarzają się na jej obszarze autentyczne talenty tej miary, co Ray Bradbury. Skrajności są jednak skrajnościami. Tak science-fiction, jak i fantasy stoją o krok od licznych, a bolesnych zwyrodnień. Aby móc rozsmakowywać się w dobrodziejstwach kompromisu, oznaczamy sobie te niebezpieczeństwa bez ogródek. Dla science-fiction zagładę stanowi jej postępująca jałowość filozoficzna; jednostronność w widzeniu człowieka, który staje się jedynie koniecznym dodatkiem do triumfującej techniki; wtórność problemów natury czysto warsztatowej. Dla fantasy wręcz odwrotnie: całkowity brak rygorów, mętniactwo, skłonność do łatwej poetyzacji popisów złego smaku.
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 następna > ostatnia >>
|