Cyberiada
Maszyna Trurla
( głosowano 61 razy )
Image

    Konstruktor Trurl zbudował raz ośmiopiętrową maszynę rozumną, którą, kiedy skończył najważniejszą pracę, pociągnął najpierw białym lakierem; potem narożniki pomalował liliowo, przypatrzył się z daleka i dorobił jeszcze mały deseń na froncie, a tam, gdzie można sobie było wyobrazić jej czoło, położył lekki pomarańczowy rzucik i, bardzo zadowolony z siebie, pogwizdując od niechcenia, niejako z czczego obowiązku rzucił sakramentalne pytanie, ile jest dwa razy dwa?

 
Nota wydawnicza
Pierwsze trzy opowiadania (Jak ocalał świat, Maszyna Trurla, Wielkie lanie) z Cyberiady ukazały się w roku 1964 w tomie Bajki robotów. Cyberiada została opublikowana po raz pierwszy w Wydawnictwie Literackim w roku 1965.
 
Elektrycerze i cyberchanioły

Stanisław Barańczak

"Nurt" nr 8, 1972

W wypadku Lema neologizm określonego typu stanowi zawsze model całego świata przedstawianego w utworze i nawet ideologii tego utworu. Tak jest i tym razem. Obydwa zjawiska, które cechują kontaminanację anachroniczną — kontrastowość "historyczna" zestawianych członów i ich ścisłe "zazębienie" wzajemne — są w "Bajkach" a zwłaszcza w "Cyberiadzie" wiernym odwzorowaniem tego wszystkiego, co "dzieje się" na wyższych poziomach struktury utworu.

Słowo ma wszelkie właściwości dzieła, pisał kilkadziesiąt lat temu A. Potiebnia. W "formie wewnętrznej" pojedynczego słowa dadzą się dostrzec w skondensowanej formie zjawiska i procesy, które w odpowiednio zwielokrotnionych i uszczegółowionych postaciach objawiają się na wyższych "poziomach" tekstu: w sferze stylu, kompozycji, ideologii nawet. Rzecz jasna, teza Potiebni jest — jak pisano o tym wielokrotnie — skrajna i nie zawsze sprawdzalna. Istnieją wszelako takie wypowiedzi literackie, w których "forma wewnętrzna" słowa — nie każdego oczywiście: raczej pewnej klasy słów wyraziście się wyodrębniających i powtarzanych szczególnie często — istotnie staje się czymś w rodzaju miniaturowego modelu całego dzieła, włącznie z jego najbardziej rozległymi perspektywami filozoficznymi. Przypomnijmy sobie choćby Leśmiana z jego ni to archaizmami ni to neologizmami, łączącymi to, co przeszłe, i to, co przyszłe — a z drugiej strony obecną w tej poezji bergsonowską koncepcję czasu jako trwania; Tuwimowski "Bal w Operze", gdzie słowo celowo "amputowane" (jak choćby słynne "IDEOLO") jest znakiem streszczającym w sobie krytykę zdeprawowanego języka i myślenia; przypomnijmy sobie Peipera, Przybosia, Białoszewskiego...

 
Jaki śmieszny Lem!
Stanisław Grochowiak
"Nurt" 1965

Trurl i Klapaucjusz dotarli do kresu ludzkich możliwości, wszystko stało się dla nich możliwe. Wszystko - i nadal bardzo niewiele. W technicystycznym raju robotów pozostały odwieczne waśnie ludzkiego rodzaju — tyranie i zbrodnie, przesądy i banialuki, niskie instynkty i wysokie sublimacje.

Lem spróbował, po Mrożku, który hołduje pastiszowi jako wytrawny humorysta. Lem sięgnął do językowych źródeł staropolszczyzny w celu najbardziej zaskakującym. Szok, jaki pod względem językowo-stylistycznym wywołuje "Cyberiada", jest na tyle gwałtowny, aby nie rzec: brutalny, że w pierwszej chwili budzi wątpliwości, co do rangi samego zabiegu. Przez długi czas nie opuszcza czytelnika wrażenie, iż ma do czynienia z łatwizną, z artystyczną demagogią. Cóż bowiem łatwiejszego w sztuce, niż bawić się przeciwnościami; cóż bardziej ponętnego i tandetnego zarazem, niż dzieje przyszłej ery robotów opowiadać językiem zaprzeszłym, kontuszową prozą szlacheckiej gawędy?

 
Kolekcja Wyborczej - "Bajki robotów"
Image

więcej o książce



 
Kolekcja Wyborczej - "Cyberiada"
Image

więcej o książce



 
Linki zewnętrzne
 
yaskier.pl
e-booki