Rozważania sylwiczne XVIII
( głosowano 5 razy )
Image1. Wczoraj, 27 września, w poniedziałek, przybyła pocztą „Odra” wrześniowa, z której się dowiedziałem, jak swobodny dostęp do młodej polskiej literatury ma pan Mieczysław Orski. Pewno wydawcy ślą egzemplarze recenzyjne do redakcji, bo ja tu oprócz umysłowego pomieszania (w Krakowie piszę) z księgarń wynieść niczego nie jestem w stanie. Znaczny sukces Pawła Huellego, który spłodził Weisera Dawidka i opowiadania, w końcu jednak i do mnie dotarł, ale jego Srebrny deszcz ogłoszony w „Tygodniku Powszechnym” raczej mnie zasmucił. Napisane to zostało nadzwyczaj sprawnie, gładko, jasno, bez zakrętasów, i w ogóle świetnie, obawiam się jednak, że Huelle w pewnej nieświadomie przewrotnej mierze kontynuuje najszlachetniejszy z nurtów socrealizmu. Mianowicie wszystko układa się tak, ażeby nikogo nie zranić, żadnych religijnych (bądź jakoś w ogóle się do religii mających) uczuć nie obrazić, każdy kant zostaje zlikwidowany w zarodku, wszystko zaokrąglone i wypolerowane do szlachetności. Niemiec jest jeszcze fajniejszy aniżeli Niemcy Szczypiorskiego (jaka szkoda, że na żadnego z takich Niemców nie naleciałem przez cały czas okupacji), Polacy się o monety znalezione w schowanku biją, ale na niby i niepotrzebnie, problem uszkodzenia polskich przepisów celnych likwiduje prędko dziura w nadymanym pontonie, skoro te srebrne monety toną ze wszystkim i w ogóle jest bardzo miło, ale to miłe jest tak świetnie wyslalomowane, jak chyba tylko półszlachetne kamienie w pochodzącej z ery sowieckiej „szkatułce malachitowej”. Mianowicie pod ciśnieniem strasznego doboru i koszmarnej selekcji negatywnej wykształcił się podówczas nurt prozy, który nazwałbym realizmem nadpowietrznie akrobatycznym: pisarze, nieliczni zresztą, wyszukiwali w kolczastym lesie zakazów i rozkazów takie szczelinki, które pozwalały im udawać w pisanym, że są wolni jak ptaszęta. Jakoż syberyjskie kamuszki niewinnie przez te wszystkie mury, kraty, dyby, kopce trupów, z cudownie imitowaną „prawdą życia” się przedostawały. 

Była to sztuka niewątpliwie trudna, ponieważ takich szczelinek zdolnych wytworzyć aż system wyswobodzenia wyobraźni było bardzo mało, a dodatkowo jeszcze musiał ci ów system uspokajać cenzora, żeby sobie broń boże nie pomyślał, że w czymkolwiek tkwi jakaś politaluzja, ponieważ w miarę, jak się zaczął stalinizm popękany osypywać, granica światła i ciemności, czyli Dozwolonego i Skazanego na niebyt, jęła się rozmazywać i rozpuszczać. Jednym słowem, srebrny deszcz jest bez skazy, i to w rokowaniu przyszłych dzieł Pawła Huellego mnie niepokoi. Pozostałych tytułów, o jakich Orski pisał, nie znam, nie widziałem, być może rozbiwszy namioty po wszystkich księgarniach krakowskich coś bym z tego odnalazł, ale nie mam już sił ani czasu na tak dociekliwe poszukiwania, a żaden księgarz — to są na ogół specjaliści i specjalistki od wszystkiego prócz książek — nawet by nie ważył się chaosu tytułów poddać jakiejkolwiek segregacji czy selekcji, ażeby np. krajowi autorzy zostali wyłączeni z piekła jakichś Ludlumów. Zresztą wiadomo, że jakeś przez wilki otoczony i napastowany, sam wilkiem musisz i patrzeć, i być, więc staram się od wydawców, usiłujących po diabelsku wycyganić ode mnie cyrograf z paragrafem zupełnej darmochy, trzymać z daleka. Tu może i nie wypada, ale ciekawe byłoby zestawienie moich wydań z epoki strasznego PRL-u i wolności w Odrodzonej Ojczyźnie.

 



 
yaskier.pl